Hello darkness, my old friend


Skończyły się wakacje, a wraz z nimi skończyło się wiele innych spraw, które mogłyby trwać i nikt nie miałby nic przeciwko. W tych okolicznościach skończyłem się lenić i muszę was zasypać tekstami, żebyście mogli zakopać się w kocu i poczytać o moim życiu w chłodne, jesienne wieczory. Bo przecież to takie interesujące.

Czytaj dalej

Reklamy

Chlebem, szynką i solą


Wróciłem. Tu i do kraju, znaczy. I nie wiem, który powrót jest dla was wszystkich ważniejszy… Ostatni miesiąc życia spędziłem na nadgodzinach, zabieganiu i pakowaniu i rozpakowywaniu i jeżdżeniu i wszystkim, co totalnie zżera chęci do życia, a do pisania tym bardziej. Tym razem jednak siedzę na balkonie, bawię się starą maszyną do szycia marki singer, z której zrobiony jest mój stolik, a która wkurwiająco skrzypi, ale dziś mi to nie przeszkadza. No więc…

Czytaj dalej

Dramat polskiego kina


Niedawno obchodziliśmy 25. rocznicę oświecenia Lechistanu – do Polski zawitał Internet. Również nie tak dawno, ale już na obcej ziemi, ja musiałem jakoś obejść się bez Internetu. Na szczęście już wychodzę z jaskini, wracam do żywych, znów będę mógł marnować życie odświeżając tablicę na Facebooku!

Czytaj dalej

Happy Birthday to me


Omatkoboska. Znów mam urodziny. Znów, bo wydawało mi się, że poprzednie były jakiś miesiąc temu. Dobra, przesadzam, w tym roku wydarzyło się wiele „dużych” rzeczy, więc czas płynął trochę wolniej, ale jak wiadomo – zawsze jest za szybko. Tym bardziej, kiedy obchodzisz „ostatki” i przy okazji następnych zmieni Ci się cyferka z przodu.
Czytaj dalej

Weekendowy blues na fali


Tak jak zapowiadałem, relacjonuję Maryport Blues Festival. Tak jak się spodziewałem, festiwal był wielowymiarowym, pięknym przekrojem Wielkiej Brytanii. Setki pijanych ludzi, sporo dobrej muzyki, parę odgrzewanych kotletów na scenie i kilka smacznych kotletów w porozstawianych po okolicy budkach z jedzeniem.
Czytaj dalej